Etykiety

czwartek, 20 listopada 2014

Coraz bliżej święta...a przeprowadzka jeszcze bliżej

-Wiesz, trochę mi smutno, że się wyprowadzamy.
 -Przecież chcemy się stąd szybko wynieść!
-Tak, ale to mieszkanie to jednak tyle wspomnień...
-...?
-W końcu oświadczyłeś mi się w tym szkaradnym mieszkaniu!
-...To oświadczę ci się jeszcze raz, w nowym. Chcesz?
-Chcę! A będzie pierścionek?
-A co to za zaręczyny bez pierścionka?!

 No i widzicie teraz mam problem, bo jak mu powiedzieć, że wolę kolczyki? :)



Po wielu bojach i przebojach, w których główną nutą było „przekładamy termin”, zakończyliśmy dziś grubsze prace wykończeniowe. W końcu nieco odetchnę. Dalej powinno się już obyć bez niespodzianek. Czekamy jeszcze tylko na podłogę i meble do kuchni i możemy się przeprowadzać. Już bardzo nie możemy się doczekać!

Ledwo zdążyłam też ponarzekać Ślubnemu, że w sumie przykro mi, że nic z takich wykończeniowych rzeczy nie zrobiliśmy sami – moje „marzenie” się ziściło. To chyba ta przedświąteczna aura ;) Dziś wprowadziliśmy jeszcze na szybko jedną poprawkę. Ekipa nie zdążyłaby już tego pomalować, więc sami to zrobimy :) Cieszę się, bo właśnie malowanie podoba mi się najbardziej. Nie oszukujmy się zresztą – nie umiałabym zrobić nic innego ;) Tymczasem mam piękną wizję, typową dla amerykańskich filmów. Ja w dżinsowych ogrodniczkach, na naszych głowach kapelusze z gazety i wałki w dłoniach. Ślubny maluje, a ja pięknie wyglądam. Ewentualnie maluję mu nos :)To kto może mi pożyczyć ogrodniczki? Bo bez nich nici z wyglądania i jeszcze będę musiała poważnie z tym wałkiem biegać!

Zobaczcie, kto najbardziej nie chce nic robić, tylko czeka na nowe mieszkanko i kontroluje proces pakowania:



Chcę jeszcze napisać o tym, jakie frustrujące jest wieczne przekładanie terminów i niedotrzymywanie umów. Rozumiem, że zdarzają się czasem nieprzewidziane wypadki, ale generalnie powinno się przecież traktować umowy poważniej. Niezwykle częste jest, że deweloperzy spóźniają się z terminem oddania mieszkań. Wiele ludzi reaguje na to ze zrozumieniem i kwitują to stwierdzeniem „norma”. Tymczasem mnie to oburza – zarówno takie spóźnienia, jak i pobłażanie im. To w końcu umowa – i to nie „na gębę”. Gdybym np. spóźniła się z opłatą za świadczenie usług telekomunikacyjnych, wiecznie przesuwała termin ostatecznej spłaty, nikt nie patrzyłby na to pobłażliwie. To nie jest w porządku, że niektórzy mogą sobie pozwolić na więcej. Wiem, że tak już jest i niektórzy są jakby poza prawem, ale nie należy się na to zgadzać, ani twierdzić, że to normalne. Gdyby pracodawca wiecznie odkładał termin zapłaty, też bylibyście niezadowoleni - i słusznie. Oczywiście, w przypadku budowy bloku mogą się zdarzyć różne czynniki opóźniające całą sprawę. Zadaniem dewelopera, jest jednak ich przewidzenie i zagwarantowanie sobie odpowiedniego zapasu czasu. W końcu robią to zawodowo i wiedzą co i jak. Mimo to nie znam nikogo, kto dostałby mieszkanie w terminie. Nie znam nawet nikogo, kto zna kogoś takiego ;) Oficjalne dane z 2012 roku mówią jednak (tylko i aż) o 39%, a i tak nastąpiła wtedy pewna poprawa, podyktowana kiepską sytuacją na rynku. Dlaczego więc deweloperzy tego nie uwzględniają w swoich kalkulacjach? Pewnie łatwiej jest sprzedać mieszkanie, które będzie do odbioru „za rok”, niż za półtorej. Oczywiście tracą na tym tylko klienci, bo kary, jakie czasem są określone przez umowę w przypadku takiego opóźnienia, są zapewne wliczone w wyjściowy koszt mieszkania. Tymczasem klient traci nie tylko finansowo – jeśli ma kredyt hipoteczny. Generuje to także szereg innych problemów. Może się komuś chociażby kończyć umowa wynajmu itd. Dlatego błagam, w przyszłości nie mówcie, że to jest normalne. Normalne jest dotrzymywanie umów!

 Dziś już jednak się tym nie martwię. Choć wszystko się opóźniało i miałam czasem chęć mordować niektóre osoby. Spokojnie czekam na podłogę. Teraz mam inne, bardziej bieżące zmartwienia. Dobrze, że Ślubny ma jeszcze cierpliwość ich wysłuchiwać. Wiecie, generalnie bardzo chcemy się już przeprowadzić i wiecznie narzekam na obecne mieszkanie. Jednak ostatnio naszły mnie pewne wątpliwości:

-Wiesz, trochę mi smutno, że się wyprowadzamy.
 -Przecież chcemy się stąd szybko wynieść!
-Tak, ale to mieszkanie to jednak tyle wspomnień...
-...?
-W końcu oświadczyłeś mi się w tym szkaradnym mieszkaniu!
-...To oświadczę ci się jeszcze raz, w nowym. Chcesz?
-Chcę! A będzie pierścionek?
-A co to za zaręczyny bez pierścionka?!

 No i widzicie teraz mam problem, bo jak mu powiedzieć, że wolę kolczyki? :)

4 komentarze:

  1. Zdjęcie mnie rozbroiło ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie Franciszka działa podobnie ;)

      Usuń
  2. Zgadzam się co do niedotrzymywania terminów i pobłażliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jest nas więcej! :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...